Opowiadanie Cz. – 6

Chwiejący się właściciel ziemski.

<
Dwa rózne pierworysy zbroi paladynów wspierających Rhobara III.

„Stuk.”

Drewno tarło o kamień.

„Stuk, stuk, stuk.”
Murda szukała naczynia do gotowania. Spojrzała w stronę Belgora. Ten kulejąc, szedł do stołu, gdzię siedzieli Faren wraz z wojownikami. Kule stały w rogu, obok kredensu, nieużywane od dwóch tygodni.
Belgor wciąż miał problemy z utrzymaniem równowagi. Chwiał się kiedy szedł. Mimo to nie używał już kul od kąd upadł przez nie na podłogę, uderzając w nią twarzą.
Craglan wysunął krzesło, gdy zauważył, że poszkodowany chce się przysiąść. Belgor pojękując, usiadł na nim.
„Chwiejący się właściciel zmieski” – zaśmiał się Faren.
Belgor zignorował go. Począwszy od feralnej nocy, gdy to zaatakował on bestię z widłami i pochodnią, wielu zaczęło wyśmiewać go, nazwyjąc biedaka kaleką oraz połówką meżczyzny nienadającego się do prowadzenia karczmy.
Faren nie był więc jedyny, jednak on zachowywał się najgorzej. Roskoszował się wymyślaniem nowych przezwisk, takich jak „chwijący się właściciel ziemski”, czy „poruszający się o kulach głupiec”.
„Trzeba być kopniętym prostakiem, by tak się zachowywać” – pomyślała Murda. W jej oczach, Belgor stał się bohaterem, po tym jak rzucił się na obronę jej i córkom króla. Drewniana noga, którą teraz miał, nie była według niej rzadną ujmą. Wręcz przeciwnie. Dostał ją od króla w geście podziękowania, za uratowanie jego córek.
„O czym mówicie?” – spytał Belgor, kiedy jego żona podawała mu mięso.
„O niczym szczególnym.” – powiedział Faren, tonem znudzonego człowieka – „O niczym, co powinno interesowac kalekę.”
Murda pochmurniała. Chwyciła miotłę i zaczęła zamiatać, wymachując nią w nerwach we wszystkie strony.
Craglen spojrzał na Fenora ostrym wzrokiem.
„Mówimy o nowym królu.” – powiedział do Belgora – „Tam, na kontynencie.”
„Nazwał się Rhobarem III.” – wtrącił Ricklen – „Niezbyt orginalne imię, przyznacie.”
„”Masz rację” – zgodził sie z przedmówcą Faren.
„No nie wiem.” – mówił Craglen – „Królwie wybierają swe imiona z dużym pietyzmem. Jak już może słyszeliście, on nie nazwał się królem Myrtany, lecz całego Śródziemia. Uwierzcie mi moim przyjaciele, to imię jasno wskazuje na to, że on chce połączyć dawne królestwo. Nie zapominajcie o tym, że Wyspy Południowe były jego częścią.”
„Jeżeli można wierzyć pogłoskom” – Jilvie dołączył się do romowy – „pokój nie jest dla niego najwyższą wartością.”
„Tak.” – wtrącił Ricklen – „Słyszałem, że wyzywa do pojedynku każdego, kto przetnie mu drogę. Jest bardzo brutalny… kto wie, kiedy przyjdzie mu do głowy postawić stopę na naszej wyspie.”
„Nie mogę jednoznacznie stwierdzić czy jest bestią, czy nie.” – rzekł Craglan – „Jednakże słyszałem, że on nie chce być tylko mistrzem władania mieczem. Pragnie zdobywać również doświadczenie w innych dziedzinach, takich jak logistyka i strategia. Mieszkańcy Myrtany popierają go, gdyż obiecuje im trwały pokój.”
„My już mamy tu pokój.” – powiedział Jalvie – „Nie potrzebujemy króla Środziemia!”
„Nie potrzebujemy.” – zgodził się Craglan – „Ale na kontynencie, rzeczy wyglądają zupełnie inaczej. Tam wojna to codzienność.”
„Słyszeliście o pogłoskach, jakoby miał orła, który towaszyszy mu, gdziekolwiek by sięudał?” – spytał Reicklen.
„On zamierza powrócić do Torgaan” – szepnął Jilvie.
„Cóż, mam nadzieję, że jendak tu nie przybędzie.” – odezwał się Belgor – „I jeszcze jedna rzecz. Potrzebujemy pęczka orkowego ziela”
„Wiesz co ci powiem Belgor?” – uśmiechał się Faren – „Na twoim miejscu nie martwiłbym się orkami. Z taką drewnianą nogą, mały chłopiec dałby ci radę.”

<
Tarcza z orłem. znak Rhobara III.

Ćwierkot ptaków przerwał krępującą ciszę.
„Świnia” – pomyślała Murda.
„Jeżeli szukasz kłopotów, to możesz je szybko znaleźć!” – Belgor uderzył w stół, tak, że naczynie z mięsem wywróciło się. Chciał wstać, ale Craglen powstrzymał go, kładąc mu rękę na ramieniu.
„Nie rób tego” – wyszeptał wojownik.
Czyszcząc rękę z sosu mięsnego, Belgor kontynuował – „Tak, mam tylko jedną nogę. Nawet niedowidzący to spostrzeże. Ale jedna noga wystarcz mi, by wykopać cię z mojej karczmy”
Podwinął rękawy i ruszył kulejąc w stronę handlarza.
„Nie sądzę.” – Faren wstał.
„Zaczekaj Belgor.” – powiedział stanowczo Craglen – „Wyrzucę jego sam.”
„Stój!” – odpowiedział Belgor. Jego drewniana noga była twardo osadzona na kamiennje konstrukcji. Faren uśmiechał się szyderczo. Belgor nie wahał się. Podszedł do handlarza z i wymierzył cios z prawej ręki. Ten jednak zrobił szybko krok do tyłu. Kaleka stracił równowagę – drewniana noga naruszyła się w miesjcu, gdzie brakowało wzmacniającego konstrukcję kamienia.
Potknął się, jednak nie upadł. Wyprowadził kolejny cios, tym razem z lewej strony. Faren jednak łatwo go zablokował, po czym kopnął go w drewnianą nogę. Belgor upadł na twarz.
Bohater Murdy upadł.
„Tego za wiele.” – pomyslała, łapiąc miotłe obiema rękami – „Wynocha! Nie jesteś już tu mile widziany.”
„Pomyśl Murdo” – uśmiechał się młody handlarz – „Rzeczywiście chcesz obejść się bez mojego złota?”
„Chrzanić twoje złoto!” – pomyślała, uderzjąc miotła w twarz Farena. Brązwe gałazki miotły drapały mu policzki, usta i oczy. Przez to wszystko potknął się, a uśmiech z twarzy znikł bardzo szybko.
„Teraz wyrzucę go stąd!” – jęczał Belgor, próbując podnieść się.
Murda słyszała to, jednak nie zamierzała czekać. Rzuciła się na Farena jak szaleńcza harpia, uderzając go z lewa i prawa. Ten cofnął się, próbując chronić się przed jej ciosami. Jednak była ona jak król podczas walki z bestią. Faren odwrócił się w stronę drzwi i zaczął uciekać, jednak gospodyni nie odpuszczała. Dalej uderzała go miotła, pozostawiając po sobie krwiste pręgi na jego twarzy. Handlarz potknąl się, jednakże zdążył chwycić się za drzwi.
Mimo że Faren był już na zewnątrz, Murda dalej okładała go miotłą tak, że ten wylądował głową w błocie.
„Nie myśl o pokazywaniu się tu!” – krzyknęła, po czym zatrzasnęła drzwi. Weszła do środka. Craglan pomagał Belgorowi.
„Nie martwcie się takimi jak on.” – wojownik pocieszał gospodarzy – „Nie są tego warci.”
Belgor prychnął. Skóra wokól jego kości policzkowej śiniała. Odmawiając przyjęcia pomocy poszedł w stronę schodów. Jego drewniana noga znów wydawała charakterystyczny dźwięk…

„Stuk, stuk, stuk.”

Murda obserwowała jego chód, wciąż trzymając miotłę. Belgor wszedł schodami na górę i znikł, ale dalej dało się słyszeć odgłosy, które wydawała jego drewniana noga.

„Stuk, stuk, stuk.”

Po chwili trzasnął drzwiami do sypialni.

„Stuk, stuk”

Coś mokrego spłynęło w dół po policzku Murdy. Nie doświadczyła tego stanu rzeczy od dawna.

„Stuk.”

„Nie mogę mu pomóc. Pozostaje mi tylko płacz.” – powiedziała do Craglana, ocierając policzki rękawami.

wordpress theme jazzsurf.com