Ochotnicy cz. I

– Krzywo! – Murdra krzyknęła w kierunku galerii nad ladą, sycząc pod nosem. Drwale na pewno wykonali by lepszą robotę, ale rybacy byli tańsi.
– Jesteś pewna?- spytał Lorn, który przymierzał się do wbicia gwoździa młotkiem.
– Lewa strona jest zbyt nisko. Każdy głupek to zauważy!
Lorn włożył z powrotem młotek za pasek. „Dobrze” – westchnął – „Trochę wyżej, tak?”. Jego przedtem czerwona twarz, stała się fioletowa. Wszystko przez wysiłek. Podniósł barierkę wyżej stękając przy tym.
– Tak dobrze? – jęknął. Murdra zmarszczyła swoje czoło:
– Mów co masz do powiedzenia – warknęła na Grengara, który siedział obok sącząc miód z uśmieszkiem na twarzy.
Nic nie powiem! Nie chciałaś nas, więc pozwolimy rybakom na całą zabawę. Jesteśmy tu tylko po to, żeby popatrzeć.
Inni drwale siedzący przy tym samym stole podnieśli swoje kufle śmiejąc się przy tym. Murdra z nerwów przesuwała ślinę z jednego policzka do drugiego.

-Teraz jest za wysoko, mój przyjacielu – ktoś powiedział zza pleców gospodyni.
Murdra odwróciła się z gniewną miną, po czym złapała głęboki oddech. „Zupełnie jak demon” – pomyślała. Twarz nieznajomego oszpecona była licznymi tatuażami, jednak jego oczy wyglądały przyjaźnie, a głos był delikatny. Kobieta spojrzała na kolczastą pałkę u jego paska. „Musiał wejść przez piwniczkę z winem. Powinnam zamykać te cholerne drzwi!”
Wytatuowany człowiek spojrzał na Hiulada:
Trochę niżej, mój przyjacielu, ale tylko trochę.

Z każdym słowem które wypowiadał było coraz bardziej czuć od niego bagiennym zielem.
Murdra odwróciła się w stronę galerii, na którą spojrzała spod oka i krzyknęła:
– Właśnie tak!
Hiulad jęknął i nieco opuścił barierkę w dół.
– Tak powinno się to robić – powiedział nieznajomy. Murdra chrząknęła z satysfakcją  kiedy Lorn wbijał pierwszego gwoździa.
– Chcesz coś do jedzenia? – spytała nieznajomego – Mamy  przygotowane trochę ryby i ziemniaków.
– Ziemniaki brzmią dobrze – odpowiedział z przyjaznym uśmiechem – ale za rybę podziękuję.
– Rób jak uważasz. Wybierz stolik. Zaraz dam ci jedzenie.
Na galerii było słychać teraz więcej uderzeń młotkami. Murdra wlekła się do kuchni. Wzięła drewnianą miskę z lady. Kiedy spojrzała na salę, nieznajomy stał obok drwali.
Wolne? – spytał
Drwale przyglądali mu się z niepewnością. Ich uwagę przyciągały zwłaszcza tatuaże na jego twarzy. Po chwili Grengar przerwał ciszę:
Kim do Beliara jesteś?
– Nazywam się Lester, mój przyjacielu – nieznajomy usiadł obok Grengara – Przybyłem z Tooshoo, jednak nie z Wielkiego Drzewa…. Mam szopę na bagnach. Przyjaciel powiedział mi, że się tu ze mną spotka. Może go znasz, nazywa się Diego. 
– Tak, spotkaliśmy go kilka dni temu – Grengar odpowiedział z wyraźnym pobudzeniem – Teraz jest w Stewark.
– Hmm… – Lester wyglądał na zawiedzionego.
Murdra szła z powrotem do stolika drwali:
– Wróci tu – postawiła parująca miskę przed nowym gościem – Dzisiaj lub jutro, tak powiedział.
– W takim razie zaczekam tutaj. Macie wolne pokoje?
Murdra kiwnęła głową. Po chwili usłyszała rybaków schodzących po schodach.
– Skończyliśmy – powiedział Lorn.
Murdra spojrzała na galerię. Barierka wyglądała jak nowa.
– Zamówimy kufel… – głos Lorna ucichł. Popatrzyła przez okna – Rycerze.

 

 

Na dziedzińcu stał przynajmniej tuzin ludzi ubranych w identyczne zbroje Setarrif z mieczami i tarczami na plecach.
– Są ze Srebrnego Jeziora – mruknął Grengar – Co oni tu robią?
Uh, może byli w Stewark u Barona, a teraz są głodni i spragnieni – domniemywał Hiulad.
Niektórzy rycerze już zmierzali w kierunki drzwi. Murdra pośpiesznie pobiegła za ladę i nalała kilka kufli miodu. Rycerze zawsze chcą miodu, miodu i jeszcze więcej miodu.
Obok otwartych drzwi do kuchni stało jeszcze kilku rycerzy. „Ilu ich jest?” – pomyślała gospodyni.
Drzwi wejściowe otworzyły się. Okazały Setarrifianin z pozłacanym napierśnikiem przeszedł przez próg. Kilku z jego ludzi weszło do środka za nim i od razu udali sie schodami na górę bez jakiegokolwiek zawahania. Reszta pozostała przy swoim dowódcy. Setarrifianin rozejrzał się po karczmie z władczym spojrzeniem:
– Pijecie? W środku dnia? – krzyknął – Nie macie nic do roboty?!
Jesteśmy rybakami i drwalami. Właśnie zrobiliśmy sobie przerwę by się posilić – Grengar odpowiedział z ostrożnością.
Dowódca spojrzał na swoich ludzi:
Dziesięciu facetów je z jednej miski? Region Stewark jest jeszcze bardziej ubogi niż sądziłem!
Rycerze zarechotali, po chwili przyłączył się do nich ich dowódca. Nagle przestał się śmiać i spojrzał Grengarowi prosto w oczy:
– Jesteście stadem leniwych psów. Powinniście się wstydzić!
Drwale i rybacy nie odzywali się, a ich oczy były skierowane w podłogę. Tylko Lester zmarszczył brwi, włożył coś do ust i zaczął to rzuć.
Widzę, że macie choć na tyle przyzwoitości by wstydzić się za siebie – kontynuował oficer – Macie szczęście. Mogę zaoferować wam cudowną okazję by zmyć winy z waszych dusz. Król szuka dzielnych ludzi, którzy stoczą zwycięską bitwę z Myrtańczykami w wąwozie Thorniary – spojrzał na Hiulada – Masz coś do powiedzenia?
– Uh – wyjęknął, wolno i niezgrabnie jak zawsze – Brzmi… ciekawie?
– Teraz możemy porozmawiać! Jak masz na imię, chłopcze?
– Jestem rybak Hiulad.

Oficer spojrzał przez ramiona swoich ludzi:
 – Zapisz, Julad, rybak ze Stewark, podjął się służenia królowi na polu walki.
Huh? – Hiulad jęknął, ale oficer nie zwrócił na niego żadnej uwagi.
– Ktoś jeszcze?
Grengar powoli wstał z krzesła.
Ty? – wrzasnął dowódca.
Grenagar kiwną ł głową:
– Jestem drwalem. Nie wiem nic o służbie w wojsku.
– Nauczysz się – Oficer pchnął Grengara w kierunku swoich ludzi – Idziesz z nami.
Następnie jego spojrzenie spadło na Lestera:
Wyglądasz jak jakiś czarny mag. Potrafisz czarować?
– Nie.
– Potrafisz walczyć?
– Nie bardzo.
– A jednak masz tam kolczastą pałkę
– zauważył oficer.
To, mój przyjacielu, czynnik odstraszający – Lester odpowiedział spokojnie – Nie używam tego.
Oficer zaśmiał się po czym chwycił Lestera swoją ciężką, żelazną rękawica za ramię:
– Chodź tu – warknął – pokażemy ci jak się tego używa.
Lester, który chyba zdawał sobie sprawę z tego, że nie pozwolą mu odejść, wstał.
– Jeśli muszę – powiedział
– Musisz – oficer odciągnął go od stołu.

– Na górze pusto, sir! – rycerz krzyknął z galerii.
– Szkoda – oficer spojrzał na pozostałych ludzi – Zabrać ich wszystkich, zostawić tylko kobietę. Nie potrzebujemy jej na polu walki.
Setarrifianie zrobili kilka korków w przód, łapiąc pozostałych ludzi za ramiona. Oficer pchnął Lestera w kierunki drzwi. Jego ciężka rękawica wciąż spoczywała na barku „rekruta”. Lester nie stawiał oporu. Zakręcił tylko oczyma i kontynuował żucie. Jego kolczasta pałka wisiała bezużytecznie na pasku.
Lorn nie miał jednak zamiaru poddać się woli dowódcy. Wyrwał się z uchwytu jednego z rycerzy i rzucił się w kierunku drzwi od kuchni. „Dureń” – pomyślała Murdra. Rycerze, którzy ubezpieczali tamto wyjście, czekali na uciekiniera z wielkim uśmiechem na twarzy.
– Na ziemie, chłopcze! – jeden z rycerzy cisnął opancerzoną pięścią prosto w żołądek Lorna. Rybak zgiął się w pół, a jego policzek doświadczył kolejnego uderzenia. Napastnicy pozwolili mu złapać trochę powietrza, po czym zaciągnęli go przez kuchnie na dziedziniec. Drzwi zamknęły się z trząśnięciem. Karczma pozostała cicha i pusta. Gniewne krzyki wciąż dobiegały z dziedzińca.
„Przynajmniej barierka została naprawiona” – pomyślała Murdra. Wyciągnęła spod lady notesik, pióro i kałamarz. Gdy tylko ucichł hałas, zanotowała do samego dołu kartki długi osób, które zostały przed chwilą zrekrutowanie i nie zdążyły zapłacić.

wordpress theme jazzsurf.com