Arcania: A Gothic Tale – Opowiadanie cz1.

Na łamach portalu World of Gothic pojawiło się opowiadanie autorstwa Hans-Jorg Knabel związane z Arcania A Gothic Tale. Autor za pomocą serii opowiadań dotyczących Arcani: A Gothic Tale chce wprowadzić nas w świat gry.

 

Wiadomości z karczmy pod „Ściętą Dziewicą”.
Wkrótce, przynajmniej raz na miesiąc, na stronie Spellbound ( www.spellbound.de ) będą pojawiać się krótkie historie rozgrywające się w świecie Gothica, które zostaną zamieszczone na jednej ze stron Arcania – A Gothic Tale. Pierwsza historia zamieszczona niżej przedstawia karczmę i jej gospodynię Murdę, lecz następne wprowadzą Was powoli w nowy świat i dowiecie się, co się stało w dziesięć lat między Gothiciem 3 a Arcania – A Gothic Tale. Poznacie także wiele postaci, które później spotkacie w grze, począwszy od Murdy.

 

 

Witamy Cię w karczmie pod „Ściętą Dziewicą”. Wkrótce znajdziesz tu mnóstwo linków do krótkich historyjek o świecie Gothic 4. Dzięki nim poznasz krainy, wydarzenia i wielu bohaterów, z którymi będziesz miał do czynienia w nowej odsłonie serii Gothic. Historie będą kontynuowane przez deweloperów z regularnymi przerwami w różnych mediach aż do czasu ukazania się gry. Linki do każdej z nich znajdziesz tutaj.
Karczma pod „Rozdartą Dziewicą” znajdowała się w Południowym Stewark na skraju lasu, niedaleko szlaku łączącego Stewark z Setariff i Tooshoo.
Murdra była tamtejszą gospodynią, niezwykle tęgą, opryskliwą i trudną w obyciu kobietą, której z pewnością nikt nie chciałby zajść za skórę.
Pewnego dnia, gdy karczma nosiła jeszcze nazwę pod „Odpoczywającym Tillerem” Murdra błądziła po gruzowisku zalęgającym Dolinę Krwi. Nagle, wśród kamieni dostrzegła starożytną statuetkę. Delikatnie podniosła znalezisko. Detale, zdążyły się już  zatrzeć, lecz gospodyni zdołała dostrzec postać kobiety z rozpłataną głową. Przez długi czas w milczeniu, przyglądała się figurce.
To przyciągnie kilku klientów – pomyślała i pogrążona w zadumie wróciła do karczmy. Po powrocie zdecydowała się wysłać „Odpoczywającego Tillera” do Beliara zastępując go „Rozdartą Dziewicą”. Jej mąż zgodził się po długiej dyskusji i w końcu, zdaniem Murdy karczma miała już normalną nazwę.

***

Cholerni ludzie, żeby sczeźli – pomyślała przeciskając się przez tłum z dzbankami pełnymi wina – stoją w miejscu a ja muszę tańczyć!
Po chwili dotarła na miejsce i postawiła naczynia na starym dębowym stole stół. Elgan, puścił długi kłąb dymu z fajki i uśmiechnął się do gospodyni, szczerząc paskudne żółte zęby.
– Dziś nie w humorze, co Murdra? – powiedział cmokając przeciągle.
– Jeszcze jedno słowo i nie dostaniesz już ani kropli wina – odparła gniewnie gospodyni  – A swoją fajkę będziesz palił ale na deszczu! – Splunęła na podłogę i ruszyła z powrotem do kuchni. Elgan krzyknął w jej stronę, ale hałas panujący w karczmie, całkowicie stłumił jego głos.
Ktoś za plecami Murdy wybuchnął radosnym śmiechem, ktoś inny nadepnął jej na nogę.
Cholerni ludzie, żeby sczeźli – powtórzyła i poczuła nagle czyjeś dłonie łapiące za jej sukienkę.
Odwróciła się z ogniem w oczach. Feren, młody kupiec ze Stewark, który odwiedzał karczmę co tydzień uśmiechał się do niej.
– Usiądź przy mnie, Murdra – powiedział wskazując wolne krzesło.
– Ta, chciałbyś! – parsknęła wyrywając mu sukienkę.
Jego dłoń zacisnęła się na ramieniu gospodyni. Była delikatna i przyjemna w dotyku, palce ozdabiały pierścienie, paznokci nie skaził brud.
– No chodź…
Cóż, jest całkiem przystojny – pomyślała
– No dobrze, na chwilkę – odparła i usiadła obok.
– Mój wuj wrócił na wyspę… – oznajmił Feren chwytając ją delikatnie za ręce. Jego złote pierścienie świeciły uwodzicielsko w blasku płomieni – Przybył wczoraj statkiem z Vengardu.
– Yhym – przytaknęła Murdra, zastanawiając się jednocześnie jak pierścienie wyglądałyby na jej palcach.
– Powiedział, że Orkowie zostali pokonani. Wspomniał także o bezimiennym bohaterze i nekromancie Xardasie…
– Wardasie – poprawiła go Murdra – Na imię miał Wardas. Przecież wszyscy to wiedzą.
– Mój wuj mówił, że…
Murdra pokręciła głowa.
Urodziwy, ale głupi – pomyślała zabierając ręce. Dureń, wierzy w każde słowo swego wuja a nie wie nawet jak miał na imię nekromanta.
– Tak czy inaczej, mój wuj mówił mi…
– Nie chcę tego słuchać! – ucięła i prędko wstała z krzesła – Twój wuj nawet nie zna jego imienia. ile warte są jego opowieści skoro tego nie wie?
Feren chciał odpowiedzieć, ale ona odwróciła się, wściekła i ruszyła w stronę kuchni. Widząc ją, klienci zaczęli domagać się piwa.
– Ta, ta – odpowiadała im z grymasem pogardy – Zaraz przyniosę.
Na jej drodze stanął Belgor, dzierżący tasak w swej potężnej dłoni. Powitał gospodynię kamiennym spojrzeniem.
Ten nie ma pierścieni – pomyślała zgryźliwie.
– Czego?
– Usiądziesz z obcym mężczyzną raz jeszcze?
Murdra zebrała w ustach trochę śliny ale nie zdecydowała się jej wypluć.
Nie powinnam była za niego wychodzić. Co to za mąż, który nawet nie ma pierścieni.
Belgor czekał na odpowiedź. Murdra czuła jego gniew, zazdrość. Ale w jego oczach widać było też ulotną nadzieję, że jednak siedziała przy jednym stole z obcym mężczyzną z bardzo ważnego  powodu.
– Pilnuj swojego nosa! – krzyknęła i splunęła na podłogę. Nadzieja Belgora prysła ostatecznie. Z wściekłości uderzył tasakiem w przyszykowanego na specjalną okazję smażonego wieprza. Odciął mu głowę i wyszedł tylnymi drzwiami.
Palenie to jedyne w czym jest dobry. A ja odwalam tutaj całą robotę – pomyślała Murdra – Już Beliar go ukaże.
Chwyciła gliniane kufle i raz jeszcze weszła do głównej sali, gdzie przywitał ją gromki śmiech.

Korekta: Esmallion

wordpress theme jazzsurf.com