ELEX 2 Recenzja

ELEX 2, CZYLI CZĘŚĆ DRUGA OPOWIEŚCI O MAGALANIE

Ci z Was którzy śledzą mój kanał Youtube (Doktor Borginson) wiedzą, że na kontynuację pierwszego Elex’a czekałem a także, że jestem fanem całego dorobku Piranii, czyli serii Gothic oraz Risen. Tekst ten skupiał się więc będzie na klimacie gry, jej fabule i moich głównych odczuciach z niej płynących, bez szczególnego punktowania skaz technicznych, które bądź co bądź w przypadku tak małego studia zawsze gdzieś będą.

Za mną niecałe 60 godzin rozgrywki i najkrócej to ujmując – odnoszę wrażenie jakbym obejrzał kolejny odcinek serialu zatytułowanego „Elex”. Ale zacznijmy od samego początku.

Sequel zabiera nas ponownie na Magalan, znacznie zmieniony od czasów pierwszej części. Sporo czasu upłynęło od wojny z Albami i życie zaczęło tam biec swoim tempem. Wpłynęło to nie tylko na metamorfozę świata ale i zmieniło rozkład sił na arenie politycznej gdzie pojawili się zupełnie nowi gracze.

Wydaje się, że mało kto pamięta już o Jaxie, który zresztą sam usunął się w cień. Chwilowy spokój zostaje jednak już na samym wstępie zniszczony pojawieniem się obcych z kosmosu – Niebian, którzy masowo lądują na planecie. Jax zostaje ponadto ugryziony przez jednego ze stworów, spada z występu skalnego i traci przytomność. Odnajduje go jak się okazuje pewien stary znajomy: Adam, który również szybko wyjaśnia mu zaistniałą na planecie sytuację. Przekonuje on głównego bohatera, że powinien zjednoczyć siły Magalanu przeciwko nowemu wrogowi jakim są przybysze z kosmosu.

Niebianie – główne zagrożenie na Magalanie

Tak to wygląda na początek. Po wszystkich zapowiedziach, trailerach i informacjach jakie pojawiły się w sieci w ostatnich miesiącach, domyślałem się że prawdopodobnie będziemy mieli do czynienia z tytułem, który rewolucji nie dokona. Będzie on jednak grywalnym i ciekawym RPG-iem. ELEX 2 poprawia to co znamy z jedynki i wprowadza wiele świeżych dodatków, które naprawdę pozytywnie wpływają na przyjemność płynącą z eksplorowania świata. Nasz bohater między innymi teraz nieco inaczej walczy, może chwytać się krawędzi niczym asasyn i co najistotniejsze dostaje jetpack, który po odpowiednim ulepszeniu stanie się naprawdę użyteczny.

Jax również pamięta o środkach bezpieczeństwa.

Zaczynając rozgrywkę od razu rozpoznamy klasyczny schemat według, którego budowane są questy i cała fabuła – więc jeśli graliście w Elex 1, za wiele nie powinno Was zaskoczyć. Jax w wyniku ugryzienia bardzo słabnie, co jest oczywiście pretekstem do ponownego rozwijania bohatera od zera do terminatora. Twórcy dodali do gry motyw infekcji, która przybiera na sile wraz z rozwojem głównego wątku. Objawia się to przerywaniem akcji rozbłyskiem i chwilowym zamroczeniem. Im zaś dalej w rozgrywce, tym częstsze i mocniejsze wydają się być te ataki. Po jakimś czasie po prostu do tego przywykamy, ale jako przypominajka o problemach Jax’a i czekającym na horyzoncie głównym wątku sprawdza się to całkiem nieźle.

Mocną stroną Elex’a 2 są na pewno rozbudowane zadania poboczne, które dostarczą nam wielu ciekawych mini opowieści i zmuszą do eksploracji pełnego kontrastu świata Magalan. Pomiędzy każdą frakcją istnieje wyraźna przepaść zarówno mentalna jak i wyposażeniowa. Znów mamy do dyspozycji świat pełen własnych dziwactw, angażujący w rozgrywkę. Przemierzając go poznamy kolejne interesujące postacie, a niektóre z nich podobnie jak w jedynce będziemy werbować do pomocy w walce. One zaś z kolei, dostarczać nam będą dodatkowe misje.
Jednak o ile w poprzedniej części działo się to raczej od czasu do czasu – tak tutaj nadchodzi moment gdy gra aż zasypuje zadaniami od nich. Normalnie nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że zdecydowana większość polega po prostu na eksterminacji napotkanych przeciwników. I chociaż fakt faktem, walka sprawia dużo przyjemności (szczególnie w dalszej części gry), to muszę przyznać, że czułem się tymi questami w pewnych momentach przytłoczony i brakowało mi bardziej ambitnych zadań.
Takie bardziej wymagające misje oferuje główny wątek, z początku rozwijający się w raczej przewidywalny i oczywisty sposób, lecz później skręcający w dosyć zaskakującym kierunku. Jeśli jednak liczyliście, że ELEX 2 przyniesie Wam odpowiedzi na pytania, które zrodziła jedynka – zostaniecie zaspokojeni tylko połowicznie. Dwójka przedstawia historię, która odpowie na nie ale i postawi kolejne, pozostające bez odpowiedzi (na razie).

Banici to królestwo bezprawia

Całościowo mam przez to wrażenie, jakbym oglądał wspomniany, kolejny odcinek serialu – żeby dowiedzieć się co będzie dalej potrzebuję zagrać w następną część. Jest to dosyć wyraźne zboczenie z wcześniejszego stylu w jakim Piranie opowiadały historię. Gra, nawet gdy była kontynuacją to prezentowała pewną opowieść i zamykała wątek, nie pozostawiając odczuwalnego niedosytu. Poza tym, wyraźnie da się zauważyć, że pewne części fabuły dosyć znacząco przypominają wątki z pierwszego ELEX’a, tylko są nieco inaczej ubrane.
Pomimo tego jednak, nie uważam że gra jest słaba.
Z przyjemnością zanurzyłem się znów w eksplorowanie tego postapokaliptycznego świata, w którym wszelkiego rodzaju znajdźki pochowano dosłownie na każdym kroku. Już w poprzedniej części bardzo zapadły mi w pamięć momenty gdy przemierzałem sobie pustynny Tavar bez większego celu, po prostu rozglądając się za ciekawymi miejscami i szukając przygód. ELEX 2 dostarcza tego samego w wybitny sposób, także można naprawdę przepaść jeśli lubicie po obkupieniu się w amunicję samotnie wyruszyć w nieznany teren. Lodowe trolle, skexy, szlamopluje i inne stwory czyhające na głównego bohatera nie tylko dadzą nam niezbędnych punktów doświadczenia ale i zaprowadzą do wielu skarbów. Najlepsze bronie w grze zdobędziecie eksplorując ją, dlatego koniecznie opanujcie umiejętności otwierania zamków i hakowania sejfów.

Dex syn Jaxa

Wątkiem o którym na początku nie wiedziałem co myśleć, są dzieci. Poza Dex’em, czyli synem Jax’a, w grze spotkamy jeszcze inne małe istoty, które żyją w swoim własnym dziecięcym świecie i od czasu do czasu będziecie mieć z nimi styczność. Ostatecznie uważam to za przyjemny akcent, trochę osładzający wyraźnie bardziej ponury świat niż w poprzedniej odsłonie.

Albowie również mają dzieci

Nie wiem czy to kwestia tłumaczenia, dubbingu czy może tak po prostu oryginalnie jest ale główny bohater z całkiem obojętnego i wyrachowanego twardziela, zmienił się w zauważalnie bardziej impulsywnego i skłonnego do wybuchów. Owszem, ciągle jest w nim ta dawna siła, natomiast zaskakująco często wydaje się być bardzo sfrustrowany i zmęczony. Wrażenie to potęgują wulgaryzmy, którymi gra jest przesiąknięta o wiele mocniej niż obfitujący w nie Risen 2. Mam wrażenie, że mniej jest zabawnych historii a więcej powagi i prawdziwych ludzkich niekończących się problemów.

W tej części po raz pierwszy mamy możliwość zostać Albem i muszę przyznać, że jest to ciekawe doświadczenie. W przypadku pozostałych frakcji, oprócz Berserków, Banitów i Kleryków które duchem pozostają właściwie niezmienione – na uwagę zasługują Morkoni. Fanatyczni wyznawcy kultu bólu i cierpienia, żyjący w podziemnej Grocie oraz umieszczający swoich wrogów w Cysternie Krwi (nie pytajcie co to). Są oni zupełnie nowym ugrupowaniem posiadającym własne wyposażenie, więc mogą być pewną alternatywą, choć osobiście niespecjalnie miałem ochotę przebywać w Grocie dłużej niż było to konieczne.

Przechodząc grę zwróciłem uwagę na zupełnie nowe bronie i umiejętności. Gdy przeciwnik zostawi po sobie strzelbę czy topór, będzie on uszkodzony. Jeśli będziemy chcieli go naprawić by zadawał więcej obrażeń, konieczne będzie posiadanie odpowiednich umiejętności. Niewątpliwie dużo się zmieniło w tym świecie i myślę, że w kwestii mechanik i urozmaicenia gry jest naprawdę spory krok naprzód. Sam jetpack, przestanie nam służyć tylko do wznoszenia się na wysokości, ale również zacznie pełnić swego rodzaju funkcję środka transportu, ponieważ po ulepszeniu można go używać do szybszego poruszania się po niebie. To zresztą nie jedyne nowości i sami zobaczycie jak uczyniono przemierzanie świata i walkę przyjemniejszymi.

Gra to ciekawa fabularnie kontynuacja zapoczątkowanego wątku pierwiastka elex i jego wpływu na świat; a także dodany do tego kolejny kawałek układanki w postaci kosmicznych najeźdźców. Choć w niektórych jej momentach, natłok powtarzających się podobnych misji może być męczący to warto przez to przebrnąć. Jest to wielki i piękny świat którego chce się eksplorować – wyraźnie ulepszony od czasów jedynki a rozwinięty jetpack da Wam naprawdę wiele frajdy, mogę to obiecać. Dla fanów RPG-ów, szczególnie tych od Piranha Bytes to ciągle pozycja obowiązkowa. Jeśli zaś miałbym ją ocenić, to według mnie gra zasługuje na ocenę 7+/10.

Doktor Borginson

wordpress theme jazzsurf.com